środa, 11 grudnia 2013

Cayenne


Wczorajszy zakup mnóstwa papryczek Cayenne (sos się robi) natchnął mnie do skończenia czołgu typu Predator o tej nazwie. Najpewniej nałożę jeszcze jakieś kalkomanie ale jak widać w tabelce poniżej już liczy się za skończony :) Przy okazji widać jak sprawnie idzie postanowienie sprzed półtora roku o skończeniu kolejne półtora roku wcześniej zaczętych jednostek do Iron Templars. Trzy lata i Predator gotowy, o co tyle krzyku?

Przy okazji plusik z budowania pojazdów ze Standard Template Construct - oszczędność na miejscu do parkowania:


czwartek, 5 grudnia 2013

piątek, 29 listopada 2013

Piechota Bractwa - recenzja


Tradycyjnie najpierw fotka ramek przed wycięciem części. Jest kilka dziwnych rzeczy: na nogach jest wypustka pierwotnie mająca ułatwiać łączenie z tułowiem, natomiast na tułowiach nie ma odpowiednich otworów. Druga sprawa to dość dziwnie wygięty nadgarstek przy dwóch rękach trzymających karabin. A jak już się czepiam: render w sklepie pokazuje opcje sklejenia niedostępne faktycznie na modelach.


niedziela, 24 listopada 2013

24.XI.2013 - Warszawa, Paradox Cafe, "Welcome to the jungle!"

Kolejny turniej w Paradox Cafe, iirc pierwszy w nowej lokalizacji. Frekwencja warzonowców dopisała, toczyła się nawet bitwa całkowicie niezależna od turnieju. Tradycyjnie zająłem zaszczytne ostatnie miejsce z jednym punktem :) Wielkie podziękowania i szacuken dla Pawła, Jasiona i Tygrysa za organizację i stworzenie dżunglowych zasad (kopia pod fotkami na dole).


czwartek, 14 listopada 2013

Skorpion Cybertroniku - recenzja


Skorpion na początku przestraszył mnie ilością części i brakiem instrukcji ale złożenie go okazało się całkiem proste choć czasochłonne. Zacząłem od sklejenia górnej części a dopiero później doklejałem nogi. Przy sklejaniu nóg trzeba było odrobinę powiększyć 'zawias' w kolanie i miejsca styku na tułowiu - przefachowo zaznaczone w paincie na poniższych fotach :)

piątek, 8 listopada 2013

Warzone Resurrection: Pretoriańscy Łowcy - recenzja

Pomału zaczynają przychodzić modele od Prodosa, postaram się je konsekwentnie opisywać. Na pierwszy ogień idą Pretoriańscy Łowcy w wersji do walki strzeleckiej. Ludki zapakowane są w torebkę strunową, na tyle szczelnie że ułamane najprawdopodobniej w transporcie ręka i róg cały czas w niej były. W opakowaniu nie było kart ze statystykami ale może to dlatego że kupowałem poprzez eBay, nie jestem też pewny czy w ogóle mają być dodawane do modeli.


Ramki są z dwóch rodzajów żywicy, przy czym ta niebieska wydaje się być bardziej elastyczna. Łączenie elementów z ramką bywa dość toporne i konieczne są dobre narzędzia modelarskie, zwłaszcza przy sklejaniu nóg i tułowia - sporo i kreatywnie trzeba tam nawycinać żeby do siebie pasowały. Natomiast nadlewki łączenia formy są praktycznie żadne (i jak przy finecaście można je w większości usunąć szczoteczką do zębów). Przy sklejaniu trzeba zwrócić uwagę na odpowiednie dopasowanie ze sobą rąk, bo jest kilka wariantów. Podstawki mają zupełnie niepotrzebny przy tych modelach otwór ale bardzo łatwo je się zakleja wypełniając np zapałką (przetestowane :)).


Generalnie modele prezentują się bardzo dobrze - od razu widać że to Pretoriański Łowca. Przyczepił bym się tylko trochę do niewielkiej ilości szczegółów na Kosie Semai, no i niektóre drobne szczegóły są zbyt drobne i łatwo je zalać farbą.
A najważniejsze, z punktu widzenia skrajnego maniaka Warzone - niesamowicie się cieszę że w końcu mogłem posklejać NOWE modele po latach :)


Brzydki ludek jest brzydki, czyli "Ulepszony" Szaser

Na wstępie od razu przyznaję: wiem malowanie jest żenujące żeby nie użyć mocniejszych słów. Do tego zajęło mi to TRZY miesiące, przez które nie zrobiłem hobbystycznie nic innego. IMho jeden z najbrzydszych modeli do Warzonka, gdzieś tak zaraz za medykiem Kartelu, ale musiałem z obowiązku przez niego przebrnąć chcąc skończyć malować Cybertronic. Najważniejsze że mamy to za sobą ;) a jeszcze dziś wieczorem wrzucę coś dużo ciekawszego.


środa, 2 października 2013

Na mieście: kiełba z grilla

Wpis rychło w czas bo się zimno zrobiło i pewnie już wszystkie punkty z kiełbą pozamykane ;) Anyway grilowana kiełbasa, chleb i musztarda to klasyka i przebija wszystkie formy fast foodu.
Pierwsza miejscówka: ZOO. Plus taki że to ZOO i są pandy, minus że w tygodniu buda potrafi byc zamknięta a w weekendy są do niej długie kolejki.


Miejscówka druga: na wyjeździe z Wawy na Gdańsk zaraz za Makdonaldem. Przy okazji widać że chłop to u nas ciemny jest: w hamburgerowni ścisk a za płotem taka fajna miejscówa z grillikiem luźna.

środa, 28 sierpnia 2013

Pimp my walizka na figurki i takie tam

Na blogu cisza bo mimo sezonu urlopowego dużo pracy w pracy. Poza tym w wolnym czasie kombinuję nad przeniesieniem Linii Frontu na silnik Bloggera. Teoretycznie downgrade ale znaaacznie ułatwiło by mi to edycję no i takie rozwiązanie oferuje komentarze, kilku autorów i etceterę (no i brak opłat za serwer). Poza tym chyba do prostej stronki nic więcej nie potrzeba. Nie mam z kim o tym podyskutować więc byłbym wdzięczny za jakąś uwagę czy przesiadka z własnej strony na Bloggera ma sens itd.

Ale do rzeczy: nieeesamowicie wyszukana modyfikacja walizki na ludki. Sprzedawali je kiedyś relatywnie tanio w sklepie Cytadeli i sporo osób używa takich samych więc musiałem ją jakoś skastomizować. BTW sprayowałem Army Greenem z Army Paintera i farba sprawdza się rewelacyjnie, teoretycznie trzyma się bez podkładu ale po teście na Leman Russie wygląda że lepiej używać na czarny podkład - można wtedy dość łatwo zrobić delikatne cieniowanie.


poniedziałek, 29 lipca 2013

Szczur vs Flint

Rozegraliśmy testową partyjkę WZ:R z Flintem. Wybraliśmy armie na 500 punktów - tak się złożyło, że obaj mieliśmy Capitol. Dużego wyboru przy tworzeniu armii nie było, bo zasad tworzenia bohaterów o których tyle mówił Jarek Ever oczywiście nie ma, więc byliśmy skazani na wpakowanie połowy punktów w Miecia, Boba albo tego nowego (chyba Henia).
Flinta armia składała się z dwóch Rekinów oraz pięciu ciężkich piechurów - bazowo chciał wystawić Boba, ale wtedy nie byłby w stanie wystawić obowiązkowych dwóch troopsów - więc skazany był na wzięcie bohatera-spadochroniarza.
Moja rozpiska oparta była na Mitchu Hunterze (obowiązkowo z Pride'm - bo pies jest mega tani jak za bonusy które daje) oraz dwóch oddziałach Lwów Morskich - odpowiednio po 5 i 8 żołnierzy. Taktyka polegała na wykorzystaniu kombinacji Stalka (dodatkowy test RS przy strzelaniu >12") i Blend In (nie można strzelać do Lwów powyżej 12", oni jednak mogą oddać tylko po jednym zwyczajnym strzale) w zależności od sytuacji. Żeby Lwy długo wystały zostało przygotowane kombo osłony, kamuflażu oraz zdolności armijnej dającej przeciwnikowi -2 do trafienia ich (czyli w twardej osłonie Lwy trafiane były na -7).

Po rozstawieniu stołu (daliśmy trochę więcej terenu niż pokazane w podręcznikach do WZ:R, gdzie ilość makiet wyglądają na bliższe 40-stkowym niż do skirmisha; jednak trochę mniej niż byśmy wzięli do UWZ/4.0) przeszliśmy do losowania scenariusza. Najpierw wylosowaliśmy intensywność - wypadło Epsilon, więc mieliśmy komplet misji. Nie żeby był duży wybór, bo praktycznie wszystkie są 'coming soon', te które są w podręczniku są zaś mocno nieprzemyślane.
Głównym scenariuszem było przebicie się połową armii do strefy rozstawienia przeciwnika, jako drugorzędny Flint miał pecha i dostał kretyńskie świecenie przykładem (bohater musi przeżyć, zadać dwie rany i pod koniec każdej tury być zawsze najbliżej wroga z własnych modeli, żeby to wykonać - więc rozwala się to jednym ruchem piechociarza który pod koniec tury podbiega do kogoś innego ;) ), ja zaś miałem szczęście i dostałem R&D - musiałem zabić jednego z sierżantów/bohaterów w CC (wybrałem ciężkiej piechoty, bo rekiny mogły być trudno uchwytne, zaś heros mógł spaść daleko od Mitcha a nie dowierzałem na tyle maczetom Lwów). Cel korporacyjny obaj mieliśmy ten sam - jedna drużyna musi przeżyć powyżej 50% stanu (kolejny niedorobiony pomysł, który pięknie exploituje się oddziałem AirCav nigdy nie wystawianym / zrzucanym w ostatniej rundzie na pole bitwy) - podjęliśmy jedyny słuszny wybór i w moim przypadku był to większy oddział Lwów, we Flinta ciężka piechota.
Wszystko więc wskazywało na to, że dzięki losowanym celom Flint na starcie jest mocno w dupie.

Stół

Jako że wszystkie Lwy były w infiltracji to Flint najpierw rozstawił swoją armię - na lewej flance w budynku za lasem ukryła się ciężka piechota (niepotrzebnie bo zasięgi w WZ:R są bardzo krótkie), zaś na prawej flance wśród budynków skitrały się rekiny. Spadochroniarz czekał w samolocie (jedyny słuszny wybór, bo inaczej marnuje mu się atak rakietowy).
Mitch z Pridem ukryli się za skałką na mojej prawej flance, planując wybić ciężką piechotę jak ta wejdzie do lasu (i wykonać mój drugorzędny cel), Lwy zaś zajęły pozycję w osłonie na lewej flance i środku - liczyłem że najpierw zajmą się rekinami, potem zaś miały dość dobre pole ostrzału do piechoty gdy ta w końcu wyjdzie z lasu.

Rozstawienie sił

Wygrałem inicjatywę w pierwszej rundzie i oddałem ją Flintowi - jego ciężka piechota pobiegła do lasu, później moje Lwy podeszły do przodu zająć osłony (i rozstawiły się tak, żeby utrudnić/uniemożliwić przenoszenie ognia - co okazało się dość łatwe). Rekiny wyskoczyły na Lwy - jeden nie doleciał na 12" i oblał test przeciwko Stalkowi, drugi otworzył ogień ale mógł zabić tylko jednego Lwa (co zrobił - krytykiem). Lwy z tyłu ukryły się (Blend In) i otworzyły ogień - bezskutecznie.
Flint żeby wykonać swój drugorzędny cel zrzucił spadochroniarza - jako że małego oddziału Lwów nie mógł z dystansu ostrzelać, zaś duży był mocno rozrzucony wybrał jako cel Mitcha Huntera i Pride'a - pocisk zadał psiakowi jedną radę. Spadochroniarz ustawiony był bezpiecznie poza zasięgiem szarży Miecia, lecz od czego jego przegięta zdolność - Whirlwind podsunął go do przodu (powalone jest, że nie jest akcją, nie ma limitów i nie ogranicza AP - co zresztą zostało dokładnie pokazane w tej bitwie) o parę cali, tak żeby zdążył wpaść w szarży - dołożyłem z karty dodatkowy atak, odpaliłem z dopiero co zdobytego tokena +2 do siły i Mitch zachlastał bohatera wroga w pierwszej rundzie [w sumie mogłem zrobić jeszcze lepiej, bo dołożyć mu akcję strzelania po drodze, żeby jeszcze oddał dwa strzały z boltera, ale okazało się to niepotrzebne]. Pride podreptał za swoim panem (bo jest wolniejszy - i tak było przez całą bitwę, psiak nie zdążył dojść do niczego).

 Mitch Hunter vs Heniu Spadochroniarz (proks)

Druga runda 

Zaczęła się druga runda - wygrałem inicjatywę i Lwy ruszyły przeciwko Rekinom. Spróbowałem skoncentrowanego ognia (z 3 modeli, bo bez LKMów się z większej liczby zupełnie nie opłaca), który okazał się nieskuteczny, oddałem też parę strzałów z celowania i jeden Lew nawet zaszarżował - w sumie tylko raz udało się zadać ranę i uszkodzić broń na jednym rekinie.

UWAGA: Przy okazji strzelania do Rekinów wyszła kolejna 'cecha' systemu, która spowalnia grę - jako że pojazdy mają różny pancerz na lokacjach za każdym trafieniem trzeba było robić dodatkowy rzut na lokację, a potem dwa rzuty na pancerz (bo karabiny Lwów mają AVV 0, więc rekin miał przerzuty oblanych pancerzy). Wyszło to dość powoli. Oczywiście uroczy jest fakt, że w przypadku pojazdów stosowany jest inny model rzucania na pancerz niż w przypadku piechoty - co jest trochę śmieszne w świetle argumentacji autora w temacie o WZ:R ;)

Rekiny oddały - rzuciły granatami i postrzelały z lkmów - duże minusy oraz utrudnione przenoszenie ognia sprawiło, że zabiły tylko dwóch Lwów (jeden więcej i oblałbym swój cel korporacyjny). Drugie Lwy sobie postrzelały i pod ich zmasowanym ogniem (użyłem kart, żeby podnosić AVV o +1, przez co rekiny nie miały przerzutów) najbardziej wysunięty w końcu spadł - drugi zaś został przez to przyciśnięty ogniem. Ciężka piechota Flinta podeszła na skraj lasu. Nadszedł czas na popis Mitcha - dzięki kombinacji Predator Senses (może szarżować bez LoS) oraz Rangera (ignoruje minusy za teren) był w stanie wpaść i zabić najbardziej wysuniętego z ciężkiej piechoty. Odpaliłem Whirlwind, który trafiłby trzech kolejnych, ale niestety wyrzuciłem 18 - i aktywacja się skończyła.

Flint wygrał inicjatywę w trzeciej turze i zaczął (przymusowo - bo nie można aktywować jako pierwszego oddziału którym się skończyło poprzednią turę - czyli u niego ciężkiej piechoty a u mnie Miecia) od zebrania rekina, przesunięcia go za twardą osłonę i strzelania do Lwów - jednak duże minusy ograniczyły liczbę trafień i nikt nie zginął. Ja oddałem Lwami i Rekin otrzymał jedną ranę w _nogę_ :P
Ciężka Piechota Flinta kontratakowała - użył obu kart żeby podnieść RoF i zasypał Mitcha gradem pocisków i skomasowaną szarżą (teoretycznie niezgodnie z zasadami, bo potem strzelałby już do walki wręcz, ale dla przyspieszenia gry przymknęliśmy na to oko) - efekt był znikomy, z wystrzelonych pocisków tylko jeden przebił pancerz (ale zdałem test leczenia z karty), zaś ciosy w walce wręcz nic nie zrobiły. Ostatni ciężki otworzył ogień do Lwa w ruinach na środku, ale nie był w stanie go trafić przez olbrzymie minusy.

Aktywowałem Mitcha, dodając mu akcję żeby mógł coś zrobić więcej po pierwszym ataku wręcz - zrobiłem sweepa, zabijając dwóch piechurów, potem zaś Whirlwindem dobiłem pozostałych dwóch. Został mi niewykorzystany ruch, więc podszedłem za górkę przy której był rekin. Drugi oddział Lwów kontynuował ostrzał i przemieścił się do przodu - mogli sobie na to pozwolić, bo Rekin nie mógłby i tak ich wybrać jako celu. Chyba po drodze udało im się w końcu (zmasowanym ogniem) wlepić mu jeszcze jedną ranę - tym razem w kadłub.

W czwartej rundzie inicjatywa należała znów do Flinta - rekin przeleciał za górkę, żeby schować się przed Lwami i otworzył ogień ze wszystkiego co miał w Mitcha - rzucił granatami i zasypał go gradem pocisków z lkmu. Podbiłem z obu tokenów pancerz (do niemodyfikowalnego 13) i w efekcie tego Mitch dostał tylko jedną ranę - tutaj Heal nie pomógł. Aktywowałem wobec tego Mitcha - i już z salwa z pistoletu posłała rekina na ziemię. Zostały mu jeszcze dwie akcje na bieg i rzuciłem sobie kostką - 11" dodatkowego ruchu z dwóch Whirlwindów (które pozwoliły mu się całkowicie uleczyć tak zupełnie przy okazji). Dość żeby nie tylko być na pewno w strefie rozstawienia przeciwnika, ale i wyjechać ostro za krawędź jakby była potrzeba ;)
W czwartej rundzie wysunięty Lew Morski oraz Pride byli w stanie dobiec do strefy przeciwnika, więc niezależnie od wybicia armii już wtedy cel zostałby wykonany.

Widok stołu pod koniec bitwy

Bitwa się zakończyła, z wynikiem 30: 0 (10 za cel podstawowy, 5 za drugorzędny, 5 za korporacyjny, 10 za realizację wszystkich trzech).


Kilka obserwacji
UWAGA 2
Tapowanie kart, żeby uruchamiać zdolności jednostek (lub też raczej nie ukrywajmy - wybrane zdolności jednostek, bo tylko niektóre się opłaca) oraz dawać leczenie i dodatkowe akcje w WZ:R się sprawdza. Z jednego prostego powodu - jest to jedyna rzecz przy pomocy której można kombinować, bo gra jest pozbawiona praktycznie jakichkolwiek innych (manewrów w walce wręcz nie liczę, bo dzielą się na jedyne słuszne oraz słabe; podobnie z akcjami specjalnymi oddziałów) - włącznie z tym, że niektóre oddziały nie mają jakichkolwiek możliwości kustomizacji (Lwy Morskie są tego najlepszym przykładem).

UWAGA 3
Mój sceptycyzm do wypowiedzi pod tytułem 'WZ:R nie jest grą o przegiętych bohaterach' chyba najlepiej oddaje to, co podczas bitwy zrobił Mitch Hunter - w cztery rundy był w stanie przebiec przez cały stół na skośkę i osobiście zabić 420 punktów armii wroga (nawet pomimo wpadki z wystawieniem się na atak ciężkiej piechoty, ataku rekina oraz ataku bohatera wroga który wystrzelał w niego wszystko co miał), kończąc bitwę bez draśnięcia.

Trasa wykonana przez Mitcha Huntera

UWAGA 4
Bardzo wyraźnie widać, że zarówno podręcznik do WZ:R jak i opublikowane listy armii napisane są mocno niechlujnie, z kompletem błędów oraz zasad które mają wyraźne luki. Whirlwind jest doskonałym przykładem takiego absurdu. Scenariusze (mocno 40k-style) oraz zasady misji są doskonałym przykładem pisania podręcznika na kolanie.
Irytujące są dysproporcje pomiędzy zdolnościami specjalnymi (wystawianie rekinów jako troopsów, specjali i wszystkiego innego na raz - kurcze, kogoś chyba poryło patrząc jakie one są mocne i tanie), oddziałami oraz niedopasowanie obecnie występujących zasad do grania na 500 punktów.
Regularnie trafia się na kwiatki typu Kamuflaż (X) w podręczniku, zaś przy oddziałach zazwyczaj podany bez jakichkolwiek wartości.
Bardziej urocza jest jednak różnica w dwóch podejściach do ruchu - w jednym miejscu podręcznika podaje jest, że Engage jest akcją ruchu i nie możesz w związku z tym wykonać innych akcji ruchu, w innym zaś podane jest, że możesz zrobić Move + Engage (kosztem 2 akcji, co znaczy że trzeba dołożyć z karty żeby ciachnąć jeszcze kogoś) ale nie możesz przekroczyć w ten sposób ruchu * 2 :/



Jak na razie mam wrażenie, że jak ten podręcznik doczeka się kompletu errat (i balansu jednostek) to będzie z tego mało wymagająca taktycznie gra do piwa. Może nawet całkiem OK, na razie jest słabawo.
Cóż, tak czy inaczej jestem ciekaw czy Jarek Ever mi postawi zgodnie z obietnicami piwo za 'przekręt' z Whirlwindem czy też 'wszystko jest OK' i ta umiejętność ma właśnie tak działać ;-)


P.S.
Choć prawdziwym przekrętem byłoby de facto aktywowanie tej mocy poza aktywacją Mitcha bo o ile patrzyłem to RAW nic nie zabrania takiego zagrania [choć pewnie musiałbym przejrzeć jeszcze klaryfikacje Active: w podręczniku, tylko jakoś średnio mi się chce do niego wracać, dopóki ktoś go sensownie nie złoży :/ ], zaś moc nie ma w przeciwieństwie do innych wpisania że powinna być odpalona podczas aktywacji ;-)

Szczur

czwartek, 25 lipca 2013

Na mieście: Ćwierćfunciak

Mój pierwszy kontakt ze 'slowfoodowymi' hamburgerami; bardzo udany. Ćwierćfunciak otworzył się niedawno na rogu Andersa i Stawki. Mała restauracyjka z miejscem w środku i kilkoma stolikami w ogródku.


Na razie testowałem tylko 'standardowy' i 'Jack Daniels' (z bardzo fajnym sosem barbecue z tą samą nazwą) i oba hamburgery były rewelacyjne. Zestawy są wielkie i prawie nie do zjedzenia: oprócz hambuksa, dostajemy pieczone ziemniaki z idealnie pasującym sosem śmietanowo-czosnkowym i sałatkę. Zdecydowanie Dziadu poleca. Warto przyjść wcześniej bo wieczorem widywałem sporo ludzi.

Tak przy okazji byłem tez pierwszy raz w sieciówce Sphinx - wielki zawód. Mięso w shoarmie niesmaczne, sosy jak najtańsze no name, nawet frytki jakieś nieteges... Już lepiej kebaba z kebabowni dobrej (o pomysł na wpis).

Z innej bajki: trafiłem przeglądając internety na blog Warsaw Eaters - recki żarcia full profesjonalnie. Kilku kliku.

sobota, 8 czerwca 2013

Poradnik modelarski: zrób swojego Vorlona!

Szybki sposób na zrobienie modelu Vorlona. Jak ktoś nie kojarzy to ci kolesie z rewelacyjnego starego serialu Babylon 5:



Krok pierwszy: materiały


Krok drugi: gotowe!




środa, 29 maja 2013

Paćkania Cybertroniku ciąg dalszy


Odrobinę poprawione (jaśniejsze kolory żeby je można było w ogóle znaleźć na stole, dodatkowe szczegóły tu i ówdzie etc) Atylle z poprzedniego wpisu i popaćkane pod kolorek Skorpiony. Przy okazji stara fotka sprzed DZIEWIĘCIU lat:


Nie wiem co jest smutniejsze: że maluję gorzej czy że wciąż te same figurki. Serio, w czerwcu dla odmiany jakiegoś niewarzonowego ludka muszę pomalować, może do Umbry czy cuś...

sobota, 18 maja 2013

Atylle

Ludki, przyznaję, szybko maźnięte całkowicie na odpierdol. Figurki i tak są paskudne i na dodatek źle odlane. Chyba potrzebuję przerwy od malowania Warzonka :)


sobota, 11 maja 2013

Vince Diamond

W zasadzie prawie skończyłem tego ludka siedem lat temu, dziś przypomniałem sobie o nim przy okazji nadrabiania Cybertroniku. Mroczne czasy sprzed Foundation i faktycznie działających washy :)  Farb jakich wtedy używałem do skóry już nie mam a i chyba w ofercie GW brak takiego odcienia, więc bez żadnych poprawek zostawiłem jak jest. Zaskakująco Shadow Gray (teraz Fang), po chyba aż dwóch zmianach w międzyczasie, był na tyle podobny że miejsca nowego malowania nie rzucają się w oczy, przy Dawnstone (nowy Codex Gray) niestety już to widać.


piątek, 10 maja 2013

Elfie panny i takie tam

Przeglądając archiwa fotek na dysku (piątek po dwunastej - uznaję to już za weekend i nie pracuję ;)) znalazłem zdjęcia ludków z jakiejś starej sesji. Dwie z tych fotek już chyba kiedyś wrzucałem ale reszty na pewno nie. Poza tym ciekaw jestem ile wejść będzie z Wrót z takim thumbnailem w linku :D






 


czwartek, 9 maja 2013

Nepal 2013, polowanie na pandę - relacja z wyprawy

W lutym tego roku w końcu udało mi się zwiedzić naturalne środowisko moich ulubionych czerwonych pand.

Dalej samolotem się nie da - droga z Bhadrapur do Dobato.

Zapierające dech w piersiach łańcuchy górskie

Na szlaku, jesteśmy już blisko

Pierwsze ślady!

Przewodnik coś zauważył

Jest!

Udało się ją zdjąć jednym strzałem z mojego zaufanego sztucera

Słońce zachodzi, czas wracać do obozu

W drodze powrotnej ledwo uniknęliśmy ataku kolejnej pandy!

Z powrotem w obozie. Miejscowy przysmak - szaszłyk z pandy w trakcie przygotowywania. Nie widać na zdjęciu jednego składnika - trzeba dodać trochę słoniny bo sama pandzina jest dość sucha.

Nic nie może się zmarnować - np ogon może służyć jako (bardzo modna wśród miejscowych) ozdoba do czapki

wtorek, 30 kwietnia 2013

Komandor Kibol

Tak, wiem, kij baseballowy nie wyszedł zupełnie :) Komandor Kibol jest fanem piłki nożnej i Lechii Gdańsk.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...