sobota, 19 lipca 2003

19.VII.2003 - Warszawa

Turniej, o którym mogę powiedzieć z czystym sumieniem że był sukcesem, głównie dlatego że mieliśmy szczęście gościć graczy spoza Warszawy. Z Radomia przyjechał Regis z bratem i tatą, którzy co prawda tylko kibicowali ale za to skutecznie (3 miejsce) :) Remik i Jurek przyjechali z Wrocławia gdzie też będą wkrótce organizowali turniej. Z Gryfina natomiast przyjechał Mathias z małżonką ;) 

Punktacja była rozbudowana w stosunku do poprzednich turniejów o dodatkowe punkty za każde 300pkt. zniszczonych jednostek wroga. Tak więc maksymalnie można było wygrać 9:0 - taki właśnie 'chrzest ogniowy' zafundował mi Mathias, przy czym choć było to na pewno najgorsza bitwa w moim życiu (nie zabiłem ani jednej figurki!) to jednocześnie najfajniejszna gra w Warzone w jakiej uczestniczyłem - ze świecą szukać tak sympatycznego przeciwnika.

Stoły były takie jak zazwyczaj, choć było jedno zaskoczenie dla starych wyjadaczy. Ziemia niczyja: po obu stronach stołu stały fortyfikacje (bunkry z 'Bunkra Bauhausu'), w których można było się rozstawiać. Cele znajdowały się na środku na otwartej przestrzeni. Jak dla mnie scenariusz rewelacyjny, stwarzał sceny rodem z filmów wojennych gdy bohaterscy 'ochotnicy' biegli pod ogniem przeciwnika żeby zająć cel. 
Dodatkową atrakcję zafundował Sosna przynosząc na turniej modele unikatowe w Polsce: Mezaghula (grał w armii Sosny) oraz Czarną Wdowę (na razie służyła za element terenu) 

Po turnieju obyło się 'spotkanie integracyjne' u Sosny, który udostępnił mieszkanie. Spędziliśmy miło czas rozmawiając o hobby i nurtujących nas problemach społecznych przy grillu i coli, kilku kolegów po 21 roku życia pozwoliło sobie nawet wypić po piwie. Zdjęć szczęśliwie nie ma.

Wielkie podziękowania dla Vatiera za użyczenie aparatu.
































sobota, 17 maja 2003

Vatier (Cybertronic) vs Christof (Bauhaus) - 17.V.2003

Kanały!!! Znowu. Prześladują mnie.
No cóż mogłem więcej powiedzieć. Wyciągamy figurki i jazda. Pierwsza gra na dodatek z Krzyśkiem po prostu nie mogło być lepiej. Siły mniej więcej mieliśmy wyrównane. On stracił żelazko i Huzarów na saurusach ja oczywiście dwa EDDy. (zostały odesłane na przegląd).
Może kilka słów o polu bitwy, a raczej o labiryncie kanałów. Można było śmiało powiedzieć, iż składały się z dwóch części. Pierwsza to biegnący po prawej stronie szeroki korytarz przez cały stół. Odchodziły od niego odnogi a mniej więcej na samym środku po oby stronach były ślepe pomieszczenia z celami. Druga część po lewej i na środku to prawdziwa gmatwanina korytarzy i pomieszczeń tam rozłożone były 3 cele.
Po zastanowieniu stwierdziłem iż kluczowe do zwycięstwa będą te dwa cele przy głównym korytarzu. Czego najbardziej obawiałem się w armii Krzyska??? Oczywiście Vulkany. Straszne maszyny - nie do zdarcia oraz Dragonów którzy z bardzo wysokim pancerzem będą trudni do zabicia. Teren dla nas obu jednakowy ale wiedziałem, że będzie ciężko.
I zaczęło się.
Krzyś wypalił z grubej rury pchnął w główny kanał (tam gdzie były dwa cele) drużynę Vulkanów, ja naprzeciw Atylle on następnie dragonów no to by nie być dłużnym Wincenta a Krzyś Haupt Kapitana von Juntza (nie byłem świadom co to za morderca!!) no to ja jeszcze na ta stronę dodałem Machinatorów (strasznie lubię wygląd tej jednostki) oraz snajpera szaserów i szasera z wyrzutnia rakiet.
Na środek Krzysiek ustawił dwie jednostki milicji (chyba po osiem modeli każda) oraz kapitana Dragonów. Oczywiście większość jednostek Bauhasu była dodatkowo dopakowana a to lepsze strzelanie a to lepsza broń, ech...
Natomiast ja na środek wpakowałem pozostałe 3 drużyny szaserów jedną Atylle i Zatraconych oczywiście nad całością panował mój prorok.
W pierwszej i drugiej turze praktycznie nic się nie działo - każdy szedł do przodu. Jak najszybciej zająć cele. Może tu opisze jak ustawione były moje odziały w szerokim kanale. Na przedzie Atylle za nimi Wincenty z Diana a na końcu Wyrzutnia rakiet. Bokiem przemykał się odział machinatorów i snajper. Mieli zajść od tyłu jednostki Krzyśka. Naprzeciw znajdowała się drużyna Vulkanów za nią Dragoni a na końcu Juntz.
Trzecia tura i jakież było moje zdziwienie gdy Krzysiek wygrywając inicjatywę wychodząc do przodu specjalistą z granatami Dragonów trafia i zabija mi...... Dianę!!! No nie zdenerwowałem się okrutnie Za Atylli wybiega mój kolega z rakietą celuje iiiiiiii NIC Vulkany zajmują jeden cel, ale jeden nie zdążył się schować Wincenty podnosi swojego wielkiego.... gana i rozwala opancerzonego facia. Krzysiek był równie zdumiony jak ja. Pozostałe jednostki nic nie mogą zrobić z powodu wąskiego korytarza.
Na środku udaje mi się zająć dwa cele. Krzysiek wyraźnie zaczyna przygotowywać się do odbicia jednego z celów zajętych przeze mnie - powoli zbliża się oddziałem milicji. Drugi oddział kieruje się do ostatniego celu.
Kolejna tura to znowu popis Wincenta!!! Seria z CKMu i Vulkan staje w płomieniach przenoszę ogień na dragonów i padają dwa trupy. To mi się podoba. Krzysiek nie pozostaje dłużny Rozwala mi wyrzutnię rakiet i jednego Atylle. Machinatorzy wraz z Snajperem przygotowują się do akcji wyjścia na tyły - teraz to tylko wygrać inicjatywę. Na środku niesamowita sytuacja Milicjanci podchodzą do moich czekających szaserów 3 testy 3 trafienia i 3 trupy. Niesamowita skuteczność!!! Linia milicji załamuje się i zaczynają się wycofywać. Druga drużyna milicji zajmuje ostatni cel i przygotowuje się do obrony pomieszczenia.
Teraz najważniejszy rzut na inicjatywę. Chwila napięcia i klapa - prorok zasłabł?? Krzychu widząc zagrożenie cofa się Juntzem i masakruje moich machinatorów 13 BS na wjazd + Broń 3. Arghhhh! Wąski korytarz stał się dla moich dzielnych wojowników śmiertelna pułapką - giną wszyscy, z wyjątkiem snajpera, który stał za rogiem. Wychodzi strzela i pudłuje dwukrotnie. Toż to dupa nie snajper!! Za to w korytarzu się odgryzam Atylla ze szturmówki rozwala ostatniego Vulkana (Krzychu zgrzyta zębami) i zajmuje cel. Wymiana ognia pomiędzy Dragonami a Wincentym kończy się rozbiciem drużyny (zostają 3 modele) a zarazem śmiercią mojego super bohatera, szkoda.
Na środku moi szaserzy rozwalają całkowicie drużynę milicji. Pozostałe drużyny ciągną w kierunku ostatniego celu.
W kolejnej turze mój snajper znowu strzela w Juntza i zadaje mu tylko jedna ranę. Ginie kilka sekund później od kul LKMa. Czyli w głównym kanale został mi tylko 1 model - Atylla. Nie jest za dobrze. Ustawiam się za winklem i czekam (może uda mi się przeżyć i utrzymać ten decydujący punkt, obaj mieliśmy zajęte po 2 cele). Środek praktycznie nic się nie dzieje. Jedna drużyna dochodzi wreszcie do pomieszczenia z ostatnim celem. Wdaje się w wymianę ognia, ale bez rezultatów.
Krzysiek dodatkowo wzmocnił drużynę milicji przybyłym kapitanem dragonów.
Przed ostatnia tura najważniejszy punkt to główny kanał. Krzysiek ściąga Juntza a mój Atylla ostrzeliwuje dragonów. Jednak kule odbijają się od pancerzy a sam robot dostaje jedna ranę i wpada w panikę. Ja też. Czyżby cały wysiłek poszedł na marne?? Koncentruje się nad zdobyciem pomieszczenia zajmowanego przez milicje, huraganowy ogień nic nie daje z uwagi na to iż wejście stanowi wąski korytarzyk co powoduje zablokowanie moich jednostek. Jestem praktycznie bez silny.    Ostatnia tura. Zza winkla wychodzi mój kat - Haupt Kapitan Konrad von Juntz ze swoim lekkim karabinem maszynowym. Lekko wychyla się do tyłu, naciska spust, na toczącej kostce widzę same jedynki... Głowa Atylli eksploduje w morzu iskier.
To koniec
Jakie wnioski mogę wysnuć z tej rozgrywki??
Do porażki przyczyniłem się wyłącznie ja sam. Miałem oddziały, które praktycznie nie wzięły udziału w grze. I gdybym przynajmniej jeden z nich przesłał do głównego kanału być może los potoczyłby się inaczej. Jakie słowa mam na pocieszenie?? Jestem chyba teraz najbardziej doświadczonym graczem w kanałach, ale czy coś z tego wynika??


Vatier