Odrobinę poprawione (jaśniejsze kolory żeby je można było w ogóle znaleźć na stole, dodatkowe szczegóły tu i ówdzie etc) Atylle z poprzedniego wpisu i popaćkane pod kolorek Skorpiony. Przy okazji stara fotka sprzed DZIEWIĘCIU lat:
Nie wiem co jest smutniejsze: że maluję gorzej czy że wciąż te same figurki. Serio, w czerwcu dla odmiany jakiegoś niewarzonowego ludka muszę pomalować, może do Umbry czy cuś...