Zagrałem w czterdziestkę i żyję!


Jakiś czas temu testowaliśmy z Pietią ósmą edycję czterdziechy. Graliśmy kilka razy wcześniej trzy czy dwie edycje temu (straciłem rachubę bo w pewnym momencie jakoś tak szybko się zmieniły) i chcieliśmy zobaczyć jak wygląda to teraz. Nie będzie raportu bo i bitwa była tak na spontanie bez scenariusza tylko dla wyczucia zasad. Pietia przyniósł swój Blood Pact, u mnie wystąpili odkurzeni Iron Templars.


No więc... gra się fajnie! :D Zasady są tak proste że nawet ja z grubsza zrozumiałem za pierwszym razem. Nie ma już tabelek, wszystko jest zmieszczone na ośmiu stronach czytelnych przepisów. Bardzo fajna piwnoprecelkowa rozrywka (pomijając że dostałem w dupę :)). A teraz tylko muszę dorobić jakieś jednostki do CC :D










Komentarze

  1. Tymi marinesami to trza było w covera wliźć a nie z gołą dupą siedzieć na otwartym terenie ;-) No i w devastatorów Pan zainwestuj :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Christof wyraźnie wolał się terenem zasłonić przed moimi teamami z ciężką bronią od czerpania korzyści z covera ;) . Ale gra sympatyczna nawet - ze dwie edycje temu odpuściłem sobie 40K ze względu na przegięcie pały z komplikacją zasad (jak coś tak prostego można było tak przekombinować?), w nową edycję grało się całkiem fajnie. Jak zawsze jest kompletnie balance-free, ale przynajmniej proste i wesołe :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz