Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żarło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żarło. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 grudnia 2017

Muranowskie Pierożki 3 - Klukovka


Najlepsze na zakończenie trylogii. Klukovka to knajpka z jedzeniem "wschodnim" i to tak rozlegle wschodnim że mają świetne rzeczy od, z grubsza, Białorusi do Korei :) W tym oczywiście mnóstwo pierogów od drobnych pielmieni do takich gdzie jest jeden na talerzu i nie dałem rady go skończyć - na zasadzie zjadasz takiego na śniadanie i idziesz paść jaki na cały dzień ;) I sezonowo pierogi z bobem!


Do tego dobra wódka, dobre piwa, dobre zupy (solianka!) i przede wszystkim Kazan Kabob - góra baraniny pieczonej z ziemniorami z mniejszą górką cebuli. 




Klukovka jest w Pasażu Muranów, skitrana między kebabami. W lecie wystawiają ogródek, a od czasu do czasu organizują kameralne koncerty muzyki rosyjskiej. 



środa, 31 maja 2017

Muranowskie Pierożki 2


Część druga: tybetańskie pierożki z knajpy z tybetańskimi pierożkami. W Pasażu Muranów w części mocno bliżej Al. Solidarności. Lokal jest przytulny czyli mówiąc po ludzku mały :) ale nic to bo pierogi z pary są naprawdę zacne i do tego można wziąć zupy z jakiegoś zielonego tatałajstwa. Aha, czasem łatwiej dogadać się po angielsku :)


środa, 5 kwietnia 2017

Muranowskie Pierożki 1


Snuję się ostatnio po warszawskim Muranowie to przy okazji na szybko zarzucę lokalnymi miejscówkami na żarło.
Pierożek na Jana Pawła 72 to totalny oldschool: obrus z ceraty, pierogi na wagę, ogóry kiszone i kompot. Klasyka. Miejsce trochę skitrane i w zasadzie nie po drodze nigdzie :) ale przy okazji warto wpaść.




czwartek, 28 lipca 2016

Serial Grillers

Dawno o niezdrowym żarciu nie było, ale trafiłem jakiś czas temu na nową burgerownię i jest bardziej niż dopsz. Jedzonko dają w budzie po dawnej bodajże kwiaciarni, naprzeciw warszawskiego kina Femina (Biedronka in progress), przez ścianę ze sklepem nasienniczym dla zapalonych zielarzy. O tukej mapka. Wcześniej to był Soul Food ale po wyjściu z franczyzy knajpka zmieniła nazwę i teraz to Serial Grillers. Zmiana wyszła na dobre bo i tak duże menu powiększyło się o nowy stuff, na przykład burgery z pulled porkiem (nie wiem jak po naszemu nazywa się takie mięsko ale trejdmarkuję Porwaną Świnkę (tm)) zamiast wołowiny.


Clou programu to oczywiście hamburgery i zdarzyło mi się, przyznaję, zamówić bardziej egzotyczne dziwadła z, na przykład, kozim serem i rukolą :) to numerem jeden zostaje Orginal Gangsta z ćwierć kilo krowy i grillowami ostrymi papryczkami. Dupę urywa zaiste. 


Są też fryty (duże, bardzo fajne), skrzydełka (świetne ale dość drogie w stosunku do zapychalności), amerykańskie lody Ben & Jerry (smak ciasteczek z czekoladą rula), hipsterskie soczki (pff) i inny okołoburgerowy stuff (np krążki cebulowe). Anyway dziadu poleca bardzo :)

niedziela, 26 kwietnia 2015

Sosik do ziemniorków

Zapomniałem że o tym sosie miałem, więc na szybko:
- jogurt grecki (w sensie nie że z Grecji tylko z Biedy ale typu greckiego - gęsty)
- czosnek - nie za wiele bo jutro do pracy
- koperek bo ziemniaki
- kapary bo jestem japiszonem
- dużo więcej czosnku bo przypomniałem sobie że nienawidzę wszystkich w pracy
Same plusy: zdrowy bo z jogurtu, szybko się robi i fajnie się jedzie czosnkiem.



sobota, 18 kwietnia 2015

Przypalone ziemniory


Naszło mnie ostatnio na ziemniaki jak robiliśmy dawno temu - cienkie plastry surowego kartofla kładło się na blachę pieca w kuchni i po chwili był taki frytkochips :)
Totalna improwizacja wyglądała mniej więcej tak:

- umyj młode ziemniory i pokrój w cienkie plastry, ze skórą - może i zdrowiej ale po prostu nie chciało mi się obierać
- rozgrzej patelnie, nalej odrobinę oleju i rozetrzyj papierowym ręcznikiem żeby została minimalna warstwa - w sumie nie wiem czy to potrzebne bo patelnie nieprzywierająca
- rozłóż plasterki, co jakiś czas miziaj żeby nie przywarły do nieprzywierającej patelni
- uchyl okno bo dym
- jak plasterki zaczną się fajnie przypalać przewróć na drugą stronę
- uchyl drugie okno
- jak przypalą się z obu stron, zdejmij i wrzuć kolejną partię
- przyzwyczaj się do zapachu przypalonych ziemniaków w mieszkaniu na najbliższe dni


Plastry powinny być nie za grube żeby nie zostało surowe w środku i nie za cienkie żeby się nie spaliły, no i oczywiście równe żeby jednakowo się przypiekły. Żaden z tych punktów mi nie wyszedł ale i tak były fajne choć może patrzę przez różowe okulary nostalgii. Do frytkochipsów walnąłem zajebiście prosty sos czosnkowy, który robi się w minutę ale to będzie okazja na kolejny wpis żeby hajs z internetów się zgadzał.

środa, 2 października 2013

Na mieście: kiełba z grilla

Wpis rychło w czas bo się zimno zrobiło i pewnie już wszystkie punkty z kiełbą pozamykane ;) Anyway grilowana kiełbasa, chleb i musztarda to klasyka i przebija wszystkie formy fast foodu.
Pierwsza miejscówka: ZOO. Plus taki że to ZOO i są pandy, minus że w tygodniu buda potrafi byc zamknięta a w weekendy są do niej długie kolejki.


Miejscówka druga: na wyjeździe z Wawy na Gdańsk zaraz za Makdonaldem. Przy okazji widać że chłop to u nas ciemny jest: w hamburgerowni ścisk a za płotem taka fajna miejscówa z grillikiem luźna.

czwartek, 25 lipca 2013

Na mieście: Ćwierćfunciak

Mój pierwszy kontakt ze 'slowfoodowymi' hamburgerami; bardzo udany. Ćwierćfunciak otworzył się niedawno na rogu Andersa i Stawki. Mała restauracyjka z miejscem w środku i kilkoma stolikami w ogródku.


Na razie testowałem tylko 'standardowy' i 'Jack Daniels' (z bardzo fajnym sosem barbecue z tą samą nazwą) i oba hamburgery były rewelacyjne. Zestawy są wielkie i prawie nie do zjedzenia: oprócz hambuksa, dostajemy pieczone ziemniaki z idealnie pasującym sosem śmietanowo-czosnkowym i sałatkę. Zdecydowanie Dziadu poleca. Warto przyjść wcześniej bo wieczorem widywałem sporo ludzi.

Tak przy okazji byłem tez pierwszy raz w sieciówce Sphinx - wielki zawód. Mięso w shoarmie niesmaczne, sosy jak najtańsze no name, nawet frytki jakieś nieteges... Już lepiej kebaba z kebabowni dobrej (o pomysł na wpis).

Z innej bajki: trafiłem przeglądając internety na blog Warsaw Eaters - recki żarcia full profesjonalnie. Kilku kliku.

piątek, 1 lutego 2013

Na mieście: kanapka szefa kuchni


W ramach odchudzania wziąłem w Maku coś sezonowego (btw kanapka drwala znów jest): kanapkę szefa kuchni. Pierwsze wrażenie było nieszczególne: spód bułki dość twardy, ser prawie surowy (to akurat kwestia lokalnego przyrządzenia) i mało warzyw. Za to clue programu nadrabia za te niedociągnięcia: pieczone pieczarki! (pieczonepieczarkipieczonepieczarkipieczonepieczarki) Aż dziwne że wcześniej nie było hamburgerów z grzybami, komponują się rewelacyjnie. Jest ich w tej kanapce w cholerę, czego akurat niestety na foci nie widać. Całość jest niesamowicie napychająca - starcza na pół dnia :)

czwartek, 6 grudnia 2012

Nuclear Mexican

Nie do końca udany eksperyment bo wyszło absurdalnie ostre ale coś musiałem z mięsem nie zjedzonym na grillu zrobić zanim się zepsuje ;) Jako dodatek przydała by się potem gęsta słodka śmietana. W większym garze można by pewnie ryżu dodać to by starczyło na tydzień.

piątek, 29 lipca 2011

piątek, 27 maja 2011

Taniec ze smokami


Ależ podstępny tytuł notki dałem, oczywiście nie będzie o oczekiwanej kontynuacji "Gry o tron" a o piwach z browaru Fortuna. Postanowiłem kolejny raz poświęcić się imię nauki mimo tego że pamiętałem jak kiedyś piłem jakieś ichnie piwo i było ohydne i strasznie słodkie.
Zacząłem od Srebrnego Smoka i mile się zaskoczyłem - było fajnie gorzkie i pachnące chmielem, dobre standardowe jasne piwo. Złoty Smok miał na etykiecie podtytuł 'piwo marcowe' co wzbudziło moje podejrzenia bo jest przecież koniec maja, okazało się jednak że mieści się w terminie ważności więc wszystko jest ok. Piwo miało fajny kolorek i nie było za słodkie mimo dodatku karmelu - w smaku zbliżone do dostępnego kiedyś Palonego. Czerwony Smok smakował prawie jak stout czyli jest dobrze, wręcz wydawało mi się że ma odrobinę kawowy aromat. Notatek z Czarnego Smoka nie mogę rozczytać ale z tego co pamiętam to faktycznie jest bajerancko czarne w kolorze i już odrobinę za słodkie w kierunku za przeproszeniem Karmi. Czarne szczęśliwie testowałem na końcu. Krótko mówiąc jest straszne. O ile smoki były od znośnych do dobrych to to nie nadaje się do picia. Piwo sprawiało wrażenie jakby ktoś dosypał do niego torebkę cukru waniliowego i dodał perfum. Padagra i poraliż.

poniedziałek, 7 marca 2011

Na mieście: Kanapka Drwala


Wpis spóźniony dwa tygodnie więc nie wiem czy rzeczona kanapka jest w dalszym ciągu w ofercie McDonalds :( Jeżeli jeszcze jest to dziadu poleca: jest ogromna! Wielka buła z zapieczonymi kawałkami boczku, kawał mięcha i rewelacyjny kotlet serowy w panierce (i oczywiście warzywka ale to najmniej istotne). Napychające niesamowicie, faktycznie chyba najlepsza po dniu pracy w lesie. Ze wstydem przyznaję że wymiękłem i nie dałem całej rady, a potem jeszcze musiałem przez godzinę machać jak podupcony łapami w 'the Fight' żeby dojść do siebie :)

wtorek, 28 września 2010

Na mieście: Tej

Dawno o żarciu nie pisałem. W zasadzie to ostatnio się za ludki ostro wziąłem i inne tematy odeszły na bok, i dobrze po pisanie mi nie wychodzi. Wiec krótko: będąc w Poznaniu koniecznie trzeba odwiedzić budę Tej! (a może Tey? nie pamiętam). Rewelacyjne, cudowne, tanie i wielgaśnie zapiekanki :) I nie miękki badziew z mikrofali jaki można kupić w Warszawie (na Śródmieściu dostałem taką na dodatek z majonezem, Z MAJONEZEM!) a chrupiące robione klasycznie w piekarniku. Do tego ostry sos jest faktycznie ostry: sambal oelek - po 'piekielnej' musiałem kilka godzin łagodzić żołądek łiskaczem w Kultowej :)

Spójrz na nią, no tylko spójrz na nią. A teraz jesteś głodny :)

piątek, 16 października 2009

Kuchnia eksperymentalna: takie coś z boczkiem

Żarcie robione na czuja - widziałem czegoś podobnego fotkę zanim zabezpieczenia w sieci firmowej nie zablokowały stron z przepisami. Wnioski po eksperymencie:
- ziemniak lepszy byłby zamiast gotowanego pieczony najlepiej na grillu
- sambal oelek jest świetny ale bardzo słony + do tego słony boczek = odrobinę za dużo soli
- boczek byłby lepszy zamiast z patelni z grilla
- w ogóle powinno być lato i pogoda grillowa, co to jest do cholery?! Śnieg? W październiku? Serio wszechświecie, serio?

Wpis pierwotnie zatytułowałem 'Bacon porn' i w bonusie była fotka z dziewczętami w boczkowym bikini, ale prześledziłem w logach zapytania kierujące na bloga (temat na oddzielny wpis) i jestem pewny że ktoś by takiej frazy szukał. Internet jest dziwny.

środa, 9 września 2009

Twoje śniadanie usmiecha sie do Ciebie!


Podstawa kuchni kawalerskiej i klasyczny kacbuster (tm). Idealnie proste do zrobienia a składniki powinien mieć nawet biedny student bo: a) Jajka są tanie i maja wiele zastosowań, w tym część w kuchni b) Boczek - bo to boczek! Najcenniejsza substancja we wszechświecie - umożliwia przewidywanie przyszłości, podróże międzyplanetarne i zajebiście smakuje.

czwartek, 27 sierpnia 2009

W imię nauki! Ciechany


Tym razem po obserwację poszedł browar Ciechan, zespół badawczy przez kilka tygodni regularnie testował dostępne w okolicy* produkty. Po kolei: Wyborne - standardowe piwo tego browaru, oczywiście niepasteryzowane, dużo lepszy niż typowe polskie imprezowe klasyki a prawie równie tani. Lekki i orzeźwiający (jak wszystkie Ciechany). Mocne - wstyd się przyznać ale zupełnie nie odczuwam różnicy w porównaniu z Wybornym, ale wali mocniej więc hej - win/win. Miodowe - najbardziej znany i charakterystyczny Ciechan, bardzo dobry (i mam wrażenie że lepszy niż parę lat temu) ale imho tylko w małych ilościach - powyżej jednego trochę zasładza. Porter - dość nietypowy bo jak na portera wyjątkowo orzeźwiający i niemulący choć oczywiście odpowiedni zdradziecki procent ma, osobiście wolę cięższe w smaku jak np ten z Żywca, co oczywiście nie oznacza że ten jest zły. Stout - mój osobisty faworyt, czarne odrobinę gorzkie piwo ale wbrew pozorom o typowym procentażu - rewelacyjne do wolnego chilloutowego sączenia. Pszeniczne - szczerze mówiąć zupełnie niespecjalne, zdecydowaniwe lepsze są przeniczne piwa z Niemiec i Ukrainy, to jest po prostu przeciętne.

*Kiedyś był z tym problem, teraz w Warszawie dość łatwo znaleźć sklep sprzedający Ciechany.

środa, 1 lipca 2009

Obolon - rozpoznanie walką

Wszystko w imię nauki! Zmusiłem się żeby przetestować produkty Obolonia (znałem tylko Pszeniczne i kwas chlebowy). Wczorajsze notatki są mocno nieczytelne (postępująco) ale parę słów chyba poznaję.
Premium - lepsze niż przeciętne Królewskie ale z drugiej strony nic nadzwyczajnego, goryczką trochę przypomina Pilsner Urquell choć jest łagodniejszy. Imho za tą cenę nie warto. Pszeniczne - cudo, chyba mój ulubiony weissbier a przy tym zwykle tańszy od niemieckich odpowiedników. Białe - duże zaskoczenie, myślałem że to kolejny weissbier bo jest jak sama nazwa wskazuje dość mętne i ma w składzie pszenicę, ale smak ma zupełnie odmienny (i dość specyficzny). Bardzo orzeźwiające piwo z dodatkiem kolendry, koniecznie mocno zimne. Magnat - szczerze mówiąc nie bardzo czułem różnicę w smaku Magnata i Premium, dobre ale przepłacone. Aksamitne - faktycznie bardzo gładko wchodzące ciemne piwo. Nie tak słodkie jak niektóre portery ale też nie tak gorzkie jak Guiness, najbliższy byłby chyba Okocim Palone (swoją drogą też bardzo dobre piwo, robią je jeszcze?).

Bonus na rano - kwas chlebowy. Jedyny dostępny, który nie smakuje całkowicie sztucznie jak podróby z krzak coli. Choć mógłby być odrobinę mniej gazowany jak na mój gust.

piątek, 30 stycznia 2009

Na mieście: teraz z mapą!

Odkryłem Subway! Nie żeby się gdzieś chował, są w Warszawie od kilku lat i pewnie byłem ostatnią osobą, która ich nie zna. Podgrzewane kanapki z mnóstwem warzyw, odsadzają hamburgery pod względem smaku i ceny a i pewnie są zdrowsze (rrright, jakby to kogoś obchodziło). Po intensywnym testowaniu przez ostatnie tygodnie wypracowałem idealny zestaw: bułka ciemna, mięcho - byle nie tuńczyk, sos pikantny, z warzyw tylko: oliwki, pomidor, cebula i ostre papryczki z powiększoną ilością dwóch ostatnich (ogórek, sałata itd są fe). W tej chwili dla mnie numer jeden wśród franczyzowych fast foodów.
Cafe Szalet - jestem pewny że ma jakąś inną nazwę, ale ta funkcjonuje w 'środowisku' już jakiś czas :) To knajpa z azjatyckim żarciem umiejscowiona w przerobionym szalecie miejskim. Fakt, nie brzmi to zbyt fajnie, w środku też delikatnie mówiąc nie zachwyca, ale jakością żarcia bije inne 'chińczyki' na głowę. Co ciekawe dotychczasowego największego hitu: cielęciny po tajlandzku niestety ma już w menu na ścianie ale i tak udało mi się ostatnio zamówić choć nie było to proste bo w tle leciał ogłuszające zawodzenie jakiegoś wietnamskiego Krzysztofa Krawczyka a sprzedawca nie mówi po polsku. Z minusów: tuż obok jest polibuda...

Acha, dając kolejną szansę Fajita Express (tylko tam kolejki nie było) przetestowałem Tacos - rewelacja! Wołowinka i czerwona fasola na ostro w czymś co wygląda jak bardzo duży chips :)
BTW w MacDonaldzie są nowe kanapki góralskie (kurwa z oscypkiem?! O_o) ale bojkotuję.